Uczniowie CC z wizytą w Zakładzie Karnym w Koszalinie 18-12-2018

13.12.2018 grupa uczniów Computer College z Klasy Służby Więziennej miała niepowtarzalną okazję odwiedzenia Zakładu Karnego w Koszalinie. Stojąc pod bramą placówki wszyscy zastanawiali się co zobaczą w środku. Czy będzie panował klimat rodem z filmów sensacyjnych? Raczej takie były założenia. Okazało się jednak, że jest przyjaźnie, czysto i, jak to być powinno, panuje wyjątkowy porządek. Już samo wejście było ciekawym doświadczeniem. Poprzedziła je kontrola przeprowadzona przez strażników więziennych. Rzetelna i profesjonalna. Należało pozostawić przedmioty metalowe, torby i telefony w specjalnie przeznaczonych do tego szafkach.
Część teoretyczna wizyty – prezentacja i wykład pana kapitana Sebastiana Rygla rzuciły jasne światło na prowadzone w więzieniu działania penitencjarne. Uczniowie porozmawiali również z wychowawczynią pracującą w ośrodku. Dowiedzieli się jak wygląda resocjalizacja osadzonych. Wyjątkowo ciekawe i angażujące było spotkanie z funkcjonariuszami działu ochrony. Jednym z nich okazał się fantastycznie przeszkolony pies – owczarek rosyjski, który udowodnił, że zmysł węchu potrafi zdziałać cuda. W jednej z trzech drewnianych, zabezpieczonych kłódkami, skrzynek ukryta została substancja psychoaktywna. Pies bez najmniejszych problemów odnajdywał (kilkukrotnie) tę właściwą. Funkcjonariusze ochrony pokazali uczniom umundurowanie, broń, kamizelki, hełmy i tarcze, które w tym akurat więzieniu, nie muszą być używane na co dzień. Można było wszystkiego dotknąć, założyć kamizelkę kuloodporną, wycelować z broni ładowanej tak zwanymi chrabąszczami - amunicją niepenetrującą. Koszalińskie więzienie to zakład półotwarty. Więźniowie odsiadujący wyrok do dwunastu miesięcy mogą pracować poza placówką. Pani dyrektor, która postanowiła zobaczyć swoich przyszłych pracowników, opowiedziała o pracy ze skazanymi, o ich prawach i obowiązkach. Warunki „odsiadki" można było ocenić podczas zwiedzania sali widzeń - jasne i przestronne pomieszczenie z kącikem zabaw dla dzieci odwiedzających odsiadujących wyroki ojców, oddziału terapeutycznego (dla osób, które przekroczyły prawo pod wpływem alkoholu i są od niego uzależnione), dowcipnie, chociaż dość trafnie nazywany przez osadzonych „sanatorium" oraz dyżurki oddziałowego, niewiele większej od celi. Cała wyprawa trwała dwie godziny, niby niemało, ale wszyscy pozostali z uczuciem niedosytu. Tyle pytań jeszcze można było zadać. Spróbujemy to zrobić następnym razem.

Partnerzy